Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji
Data publikacji: 18.09.2026 r.
Z Krakowa do Amsterdamu, z Berlina do Skopje i Oslo. Hanna Derej, kompozytorka, pianistka i dyrygentka, opowiada, jak europejskie doświadczenia otwierają ją na nowe brzmienia i uczą zachować zimną krew
Anita Czupryn (AC): Wystąpiłaś w krótkometrażowym filmie dokumentalno-wizerunkowym „Poland. Mission Confidence”, poświęconym współczesnej Polsce, obok takich osób jak Sławosz Uznański-Wiśniewski, Jerzy Owsiak, Michał Rusinek, Andrzej Bargiel czy Mark Brzeziński. Co poczułaś, kiedy znalazłaś się w takim gronie?
Hanna Derej (HD): Szok i niedowierzanie [śmiech]. Kiedy dostałam propozycję udziału w filmie, nie wiedziałam jeszcze, kto w nim wystąpi. Gdy poznałam nazwiska pozostałych bohaterów, zastanawiałam się, czy to właśnie ja powinnam reprezentować w tym filmie polską muzykę i młode pokolenie artystów. Mamy w Polsce wielu uzdolnionych twórców, dlatego tym bardziej cieszę się, że mogłam mieć w tym swój udział. Ten film pokazuje Polskę jako silny i rozwijający się kraj.
AC: Zaczęłyśmy z wysokiego C. Cofnijmy się więc do początku. Masz dopiero 21 lat, a za sobą drogę artystyczną, która mogłaby wypełnić kilka życiorysów: komponujesz, grasz na fortepianie, dyrygujesz i aranżujesz. Od początku czułaś, że z muzyką zwiążesz swoje życie?
HD: Absolutnie się tego nie spodziewałam. Wszystko działo się bardzo naturalnie. Z roku na rok muzyka pochłaniała coraz więcej mojego czasu i energii, ale też coraz bardziej mnie wciągała. Nagle znalazłam się w miejscu, w którym stała się moim zawodem, pasją i życiem. Ukończyłam studia licencjackie z dyrygentury symfonicznej w Akademii Muzycznej w Krakowie, jednocześnie studiując kompozycję jazzową w Conservatorium van Amsterdam. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, niebawem rozpocznę tam studia magisterskie z kompozycji filmowej.
AC: Studiowałaś jednocześnie w Krakowie i Amsterdamie. Jak wyglądała twoja codzienność i co dało ci każde z tych miejsc?
HD: Przez ostatnie półtora roku w poniedziałki i piątki byłam w Krakowie, a od wtorku do czwartku – w Amsterdamie. W żadnym z tych miast nie miałam mieszkania. Nocowałam w hotelach, u znajomych, czasem w domu rodzinnym w Tychach. To nauczyło mnie organizacji, planowania, dyscypliny i otwartości. Kraków dał mi wiedzę teoretyczną, kontakt z klasycznym repertuarem, orkiestracją, instrumentacją i dyrygowaniem. Amsterdam był zupełnie innym światem – studiowałam na wydziale, na którym nauczyłam się dużo o rytmie, harmonii jazzowej, historii jazzu i bardziej otwartym podejściu do muzyki. Chciałam rozwijać się wielokierunkowo i nie zamykać w jednym gatunku.
AC: Twoja droga artystyczna jest bardzo europejska: studia w Amsterdamie, rezydencja w Berlinie, programy w Macedonii Północnej i Oslo. Co dla ciebie oznaczają
te europejskie doświadczenia w praktyce?
HD: To przede wszystkim ludzie. Dzięki programom i rezydencjom spotkałam wiele wspaniałych osób. Każdy jest inny, każdy ma inną wrażliwość, inne doświadczenie, a razem można tworzyć niesamowite rzeczy. Miałam też szansę pracować w różnych studiach, salach koncertowych, miejscach, które bardzo motywują. W ten sposób buduje się sieć kontaktów i relacji, które w świecie muzycznym są bardzo ważne.
AC: Co łączy The Playground Residence w Berlinie, FAME’S Institute i FAME’S Orchestra w Skopje oraz International Jazz Platform w Oslo?
HD: Różnorodność i niezwykła atmosfera. W każdym z tych miejsc pierwszego dnia nikogo nie znałam, a po kilku czułam się częścią muzycznej rodziny. Łączy je też to, że muzyka jest na pierwszym miejscu, a wszyscy pracują na jak najlepszy efekt.
AC: Berlin był twoją pierwszą rezydencją artystyczną. Jak wspominasz ten wyjazd?
HD: Miałam 19 lat i był to mój pierwszy tak długi, dwutygodniowy wyjazd rezydencyjny. Łączyliśmy pracę twórczą z odkrywaniem Berlina: muzeami, wydarzeniami i energią miasta. To było bardzo intensywne i inspirujące doświadczenie.
AC: Macedonia Północna nie jest miejscem, które od razu przychodzi do głowy, gdy myślimy o europejskich ścieżkach młodych polskich artystów. Co tam odkryłaś?
HD: Fantastyczny ośrodek i studio. Przez pięć dni pracowali tam muzycy związani głównie z muzyką klasyczną. Przygotowywaliśmy repertuar, a potem zagraliśmy finałowy koncert w Filharmonii Macedońskiej w Skopje. To było bardzo profesjonalne miejsce: nowoczesna placówka, świetna sala nagraniowa i koncertowa. Ale oprócz muzyki ważni byli ludzie. Może Macedonia Północna nie jest oczywistym kierunkiem artystycznym, ale dzięki osobom, które tam spotkałam, bardzo ciepło wspominam ten wyjazd.
AC: A Oslo i International Jazz Platform? Czym wyróżniało się skandynawskie podejście do muzyki?
HD: Kiedy dowiedziałam się, że zakwalifikowałam się do International Jazz Platform, bardzo się ucieszyłam, bo to międzynarodowa platforma skupiająca młodych muzyków jazzowych i improwizujących, do udziału w której wybierana jest ograniczona liczba osób. Wyjazd trwał około czterech dni i zakończył się koncertem w Victoria Nasjonal Jazzscene, jednym z najważniejszych miejsc jazzowych w Norwegii. Skandynawskie podejście oznaczało dla mnie więcej swobody i improwizacji. Czasem pracowaliśmy z partyturami graficznymi, czasem z pojedynczym hasłem, z którego powstawał cały utwór, a niekiedy tworzyliśmy coś na granicy muzyki i performance’u. To bardzo otworzyło mnie na sztukę.
AC: Czego najbardziej uczą takie międzynarodowe projekty: profesjonalizmu czy odwagi do wychodzenia poza schemat?
HD: Jednego i drugiego. Uczą otwartości, akceptacji i tolerancji. Spotykają się tam ludzie, którzy chcą odkrywać świat i próbować nowych rzeczy. Uczą też wychodzenia ze strefy komfortu. Czasami trzeba zrobić coś, co nie jest oczywiste ani od razu przyjemne, ale może nas rozwinąć.
Dzięki podróżom zobaczyłam, że Polska naprawdę ma się dobrze. Nie chciałabym mieszkać nigdzie indziej. Polska jest moim domem i chcę ją pokazywać tak, jak ją widzę i czuję
AC: A co te wyjazdy zmieniły w tobie?
HD: Otworzyły mnie na ludzi. Zrozumiałam, że jeśli sama do kogoś nie podejdę i się nie przedstawię, nikt nie zrobi tego za mnie. Wyjazdy dały mi też pozytywną energię i trochę szaleństwa.
AC: Życie między lotniskami, próbami i koncertami ma jednak swoją cenę. Co jest w nim najtrudniejsze?
HD: Logistyka. Wszystkie loty, bilety i przejazdy organizuję sama. W listopadzie 2025 roku miałam trzy występy z rzędu: w Rydze, w Berlinie i na Islandii. Po koncercie w Hamburgu spóźniłam się na lot, pojechałam więc pociągiem do Berlina, a stamtąd nocnym autobusem do Katowic. Takie doświadczenia uczą, żeby nie panikować. Nauczyłam się też pracować w samolocie, pociągu czy na lotnisku.
AC: Po tylu podróżach, próbach i koncertach zdarza ci się czasem mieć dość muzyki?
HD: Na spacerze, w autobusie czy na siłowni nie wkładam słuchawek, bo muzyka bardzo mnie angażuje. Kiedy się pojawia, słucham jej w stu procentach – nie potrafię traktować jej jak tła. Ale nie, nie mam jej dość.
AC: Na początku powiedziałaś, że „Poland. Mission Confidence” pokazuje Polskę jako silny kraj. A jaką Polskę ty chciałabyś pokazywać światu przez swoją muzykę?
HD: Dzięki podróżom zobaczyłam, że Polska naprawdę ma się dobrze. Mamy wiele możliwości i bardzo dobrą scenę muzyczną. Nie chciałabym mieszkać nigdzie indziej. Polska jest moim domem i chcę pokazywać ją tak, jak ją widzę i czuję.