treść strony

Kompetencje, nie płeć

Nie nosi munduru, ale dyscyplinę ma we krwi.Dr Monika Wysocka z Akademii Marynarki Wojennej mówi o sile, kobiecości i odwadze, która zaprowadziła ją aż do Pentagonu

  • dr Monika Wysocka nie nosi munduru, ale ma do wojska szczególny sentyment

    fot. Szymon Łaszewski

  • Zadaniem pani Moniki jest bardzo precyzyjne przygotowanie wyjazdów dla studentów

    fot. Szymon Łaszewski

Justyna Michalkiewicz-Waloszek (JWM): W Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni odpowiada pani za współpracę międzynarodową. Co to dokładnie oznacza w przypadku wojskowej uczelni?
Monika Wysocka: Jednym z celów Marynarki Wojennej i całego Wojska Polskiego jest budowanie sojuszy oraz umiejętności działania w środowisku międzynarodowym. Jako Pełnomocnik Rektora--Komendanta ds. Wymiany Międzynarodowej odpowiadam za rozwój współpracy z partnerami zagranicznymi. Pod tym względem na AMW dzieje się naprawdę sporo. Niedawno brałam udział np. w wizycie w Stanach Zjednoczonych, w efekcie której będziemy podpisywać umowę z Holenderską Marynarką Wojenną. Za budowanie umiejętności poruszania się w międzynarodowym środowisku cenię też program Erasmus+, z którego chętnie korzystają nasi studenci.

JMW: Jest pani jego uczelnianą koordynatorką.
Tak, odpowiadam za organizację i nadzór nad mobilnościami studentów i kadry. Koordynuję również program EMILYO [Exchange of MILitary Young Officers – przyp. red.], inspirowany ideą Erasmusa, często nazywany Militarnym Erasmusem. Zawsze powtarzam, że nie warto patrzeć wyłącznie na to, co wydarzy się za trzy dni, trzeba myśleć szerzej – o tym, co może przynieść współpraca za kilka lat. Zagraniczne doświadczenie, lepsza znajomość języka angielskiego czy zawarte przyjaźnie zostaną ze studentami na całe życie. A najlepszy moment na międzynarodową integrację jest właśnie teraz, w trakcie studiów – kiedy młodzi ludzie są otwarci, ciekawi świata i gotowi na nowe doświadczenia. Później, gdy trafią do swoich jednostek, pojawią się obowiązki służbowe i codzienność.

JMW: Czy pani sama uczestniczyła w programie Erasmus?
Jako studentka – nie. W tamtym czasie wyjazdy zagraniczne na uczelniach wojskowych nie były jeszcze tak powszechne. Natomiast jako pracownik miałam okazję uczestniczyć w wielu wizytach w uczelniach partnerskich w całej Europie – od Skandynawii po Grecję i Portugalię.

JWM: Jak wyglądają wyjazdy zagraniczne studentów wojskowych?
Są bardzo precyzyjnie dopasowane do kierunku studiów i specjalizacji – nawigator jedzie w inne miejsce niż informatyk czy logistyk, bo każdy z nich rozwija inne kompetencje. Takie wyjazdy różnią się od mobilności na uczelniach cywilnych. Podchorążowie realizują za granicą przedmioty w ramach tzw. semestru międzynarodowego, ale po powrocie muszą obowiązkowo zaliczyć w Polsce komponent wojskowy. Bez tego nie mogą otrzymać dyplomu oficera Wojska Polskiego.

JWM: Czy łatwo jest wyjechać?
Proces przygotowywania wyjazdu też jest bardziej złożony niż w przypadku studentów cywilnych. Konieczne jest uzyskanie zgód m.in. dowódcy kompanii, dowódcy batalionu i dziekana. Czasami musi być poinformowany również attaché wojskowy. Podchorąży jest bowiem jednocześnie studentem i żołnierzem, dlatego jego wyjazd ma charakter oficjalnego polecenia służbowego. Do tego dochodzą kwestie bezpieczeństwa. Każda armia działa według własnych procedur i stosuje różne ograniczenia. Nie wszystkie obszary są dostępne dla studentów zagranicznych, nawet jeśli mają oni odpowiednie poświadczenia bezpieczeństwa – krajowe czy natowskie. Działa tutaj zasada wzajemności.

JWM: Czy poza tradycyjnymi stypendiami studenci wojskowi korzystają również z innych rozwiązań?
Tak. Dużą szansą dla nich są programy typu BIP, czyli Blended Intensive Programmes, również oferowane w ramach Erasmusa+. Pozwalają one łączyć różne kierunki kształcenia i różne rodzaje sił zbrojnych. Innym dobrym przykładem jest program poświęcony wspólnej polityce bezpieczeństwa i obrony Unii Europejskiej – Common Security and Defence Policy. Uczestniczą w nim przedstawiciele wojsk lądowych, sił powietrznych i marynarki wojennej, którzy wspólnie pracują nad zagadnieniami strategicznymi. Dla młodych ludzi to okazja, by lepiej zrozumieć, jak wygląda służba i współpraca w środowisku międzynarodowym. Programy mobilności wojskowej obejmują zarówno specjalistyczne kursy wojskowe, jak i zajęcia techniczne – na przykład z baz danych czy ćwiczenia realizowane na okrętach państw NATO. Ciekawym przykładem są kursy w Hiszpanii, prowadzone bezpośrednio na jednostkach pływających.

JMW: A pani własna droga do wojska – to było marzenie od początku?
Zawsze miałam do wojska duży sentyment. Początkowo myślałam jednak o prawie. Kiedy próbowałam wyobrazić sobie swoją przyszłość, najbliższa była mi taka „amerykańska” wizja: być jednocześnie prawnikiem i żołnierzem. Życie trochę to zweryfikowało – wybrałam bezpieczeństwo. Nie ciągnęło mnie bezpośrednio do służb mundurowych. Bardziej interesowało mnie to, co dzieje się wokół wojska: polityka, strategie, budowanie systemów bezpieczeństwa. Dziś wiem, że bycie cywilem w strukturach wojskowych było najlepszą decyzją.

JMW: Kiedy poczuła pani, że jest naprawdę w sercu tego świata?
Gdy w ubiegłym roku zostałam zaproszona przez Departament Stanu USA do udziału w programie IVLP – International Visitor Leadership Program. Jako dziecko marzyłam o tym, żeby zobaczyć Waszyngton, Pentagon, Departament Stanu. Wydawało mi się to wtedy czymś absolutnie nieosiągalnym. A jednak – znalazłam się w Pentagonie. I muszę przyznać, że to był moment „wow”.

JMW: Co kobiety wnoszą dziś do wojska?
O przydatności do służby powinny decydować przede wszystkim kompetencje. Rok temu usłyszałam słowa admirała amerykańskiej marynarki, który powiedział, że trzydzieści lat temu odradzałby córkom służbę, a dziś uważa wojsko za dobre miejsce dla kobiet. Podzielam tę opinię. Kobiety są potrzebne nie tylko w administracji, ale także na misjach i w wymagających warunkach, gdzie liczą się odporność na stres, odpowiedzialność i umiejętność pracy w zespole. Jednocześnie różnorodność zespołu nie jest słabością – może być zasobem. W niektórych sytuacjach, zwłaszcza podczas misji zagranicznych, obecność kobiet bywa kluczowa. W wielu kulturach tylko kobiety mogą dotrzeć do kobiet i dzieci, na przykład w Afganistanie czy Iraku. Dlatego mieszane zespoły działają skuteczniej. Nie chodzi o to, kto jest lepszy. Chodzi o profesjonalizm, współpracę i świadomość, że różne doświadczenia sprawiają, że zespół jest bardziej kompletny.

JMW: Skąd, pani zdaniem, bierze się siła kobiet, które wybierają wojsko?
Takie same źródła siły mają kobiety i mężczyźni. Wbrew pozorom wciąż towarzyszą nam patriotyzm i poczucie odpowiedzialności za ojczyznę – to część naszego wychowania, niezależnie od płci. Dziś kobiety mają pełne prawo być silne, nie tylko symbolicznie, ale i fizycznie. To nie są już czasy, gdy były jedynie dodatkiem. Są sprawne, aktywne, podejmują wyzwania i dobrze odnajdują się w różnych sytuacjach. A czy mogą być czasem słabe? Oczywiście – tak samo jak mężczyźni. Każdy ma prawo do słabości i do powiedzenia, że sobie z czymś nie radzi. Warto też pamiętać, że kobieca siła nie jest niczym nowym. Historia wielu rodzin – także mojej – pokazuje, że ona była obecna od zawsze. Moja prababcia przyjechała do Polski z Wilna sama, z piątką dzieci, po śmierci męża. Musiała być silna. Dlatego mam poczucie, że dziś ta siła po prostu wraca do głosu. Polski dom od pokoleń opierał się na kobietach: matkach, babciach, żonach.

JMW: Kobiecość, dyscyplina i konkret – to trzy słowa, które dobrze panią opisują. Jak udaje się pani łączyć te światy?
Myślę, że bycie autorytetem w żaden sposób nie wyklucza kobiecości – przeciwnie, może z nią iść w parze. Lubię estetykę, perfumy, ubrania, dobrze dobrane detale. To po prostu część mnie. Nie udaję nikogo innego i chyba właśnie dlatego studentki często mówią mi, że cenią to, że pozostaję kobieca, a jednocześnie konkretna i wymagająca. Z drugiej strony podobno widać, że jestem związana z wojskiem – w sposobie bycia, w potrzebie porządku, w tym, że mówię wprost. Nie lubię niedopowiedzeń, przeciągania napiętych sytuacji. Wolę od razu wyjaśnić, o co chodzi. Zawsze taka byłam, ale praca w środowisku wojskowym na pewno to we mnie wzmocniła. Nie jestem żołnierzem i nie noszę munduru, więc mogę pozwolić sobie na więcej swobody w wyglądzie. W wojsku obowiązują konkretne zasady dotyczące zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Ja funkcjonuję obok tego świata jako cywil, ale bardzo cenię jego ramy: dyscyplinę, planowanie, jasne reguły. One dają mi poczucie bezpieczeństwa – w pracy i w życiu prywatnym.

JMW: Temat kobiet pojawił się także w pani pracy naukowej, choć w zupełnie innym kontekście. Zrobiła pani doktorat z bezpieczeństwa, poświęcony terroryzmowi islamskiemu. Skąd ten wybór?
Duży wpływ miały wydarzenia z 11 września 2001 roku. Już wtedy zakiełkowała we mnie potrzeba zrozumienia, co sprawia, że ludzie podejmują tak dramatyczne decyzje. Z czasem zauważyłam, że rola kobiet w terroryzmie często jest niedoceniana lub upraszczana. Postanowiłam się tym zająć. To była trudna, pionierska praca, wymagająca ułożenia w całość wielu rozproszonych materiałów.

JMW: Kto jest pani inspiracją? 
Na pewno Maria Skłodowska-Curie – z uwagi na determinację i drogę, którą przeszła. Cenię też królową Elżbietę II za sposób komunikacji: spokojny, skromny i wyważony. Bliskie są mi Jane Austen – za wrażliwość i sposób opisywania kobiet – oraz królowa Rania z Jordanii, która łączy elegancję z realnym działaniem na rzecz praw kobiet i dzieci. Ale najważniejszą inspiracją pozostaje moja mama. To ona nauczyła mnie wiary w siebie, odwagi w podejmowaniu decyzji i przekonania, że mogę iść własną drogą bez lęku.

JMW: Jak widzi pani swoją przyszłość?
Kiedy ludzie pytają mnie, co będę robić w przyszłości, zawsze odpowiadam, że powiem im, jak dorosnę. Na razie nie mogę jeszcze zostać prezydentem, bo nie mam ukończonych trzydziestu pięciu lat. Ale jeśli kiedykolwiek wejdę do polityki – powiem to głośno – interesowałoby mnie tylko to stanowisko. Po pierwsze, w Polsce nigdy nie było kobiety prezydenta. Po drugie, dobrze byłoby trochę odczarować tę funkcję. A po trzecie – obiecałam kilku osobom, że będę im wręczać nominacje generalskie. [ŚMIECH]

*dr Monika Wysocka – absolwentka bezpieczeństwa narodowego w Akademii Marynarki Wojennej, ukończyła także studia podyplomowe Global Affairs and Diplomacy prowadzone przez Akademię Sztuki Wojennej i University of Buckingham oraz liczne kursy językowe i specjalistyczne w kraju i za granicą. Odznaczona Brązowym Medalem „Za zasługi dla obronności kraju”. Więcej o bohaterce wywiadu na stronie internetowej.

 

Zainteresował Cię ten tekst?
Przejrzyj pełne wydanie Europy dla Aktywnych 2/2026: