treść strony

Europa dla Aktywnych

Brytania prosi o lądowanie

Marcin Hościłowicz

Marcin Hościłowicz

Laureat nagrody EDUinspirator 2022. Od 30 lat realizuje międzynarodowe programy edukacyjne. Nauczyciel języka angielskiego w III Liceum Ogólnokształcącym z Oddziałami Dwujęzycznymi w Suwałkach, doradca metodyczny Suwalskiego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli.

Czerwiec 2014 r., lot do Edynburga. Uruchamiamy kolejny projekt – tym razem w ramach programu Młodzież w działaniu (po 2014 r. część Erasmusa+). W samolocie podekscytowani uczniowie. Podchodzimy do lądowania, kiedy nagle jeden z pasażerów zrywa się i z determinacją maratończyka rusza do toalety. Kiedy stewardesa próbuje go zatrzymać, odpowiada… lewym sierpowym. Pasażer, który przychodzi jej z pomocą, też kończy na podłodze. W momencie, kiedy samolot dotyka pasa startowego, w przejściu leżą dwie osoby, a bohater skrywa się w łazience. Dopiero po dłuższej chwili wyprowadzają go straż lotniskowa i policja.

Lądowanie, które zapamiętałem ze względu na pokładowy incydent, później okazało się moim ostatnim w ramach Erasmusa na Wyspach. Gdy Wielka Brytania opuściła Unię Europejską, z programu Erasmus+ zniknęło coś więcej niż jeden kraj. Zniknęła istotna oś europejskiej wymiany, relacji i współpracy edukacyjnej. Owszem, Brytyjczycy uruchomili własny Turing Scheme, ale to już nie było to samo. Erasmus bez wzajemności przypominał taniec, w którym jedna strona zeszła z parkietu, nie mówiąc, czy jeszcze wróci. 

Wiadomość, że od roku 2027 Wielka Brytania znów będzie członkiem programowej rodziny, przyjąłem więc z radością. Co dla mnie ważne, we współpracę włączą się nie tylko uczelnie, ale też szkoły podstawowe i średnie. Naszym licealistom, którzy wciąż pytają, czy mogą pojechać na studia do Londynu, będzie można odpowiedzieć: oczywiście, wyjedziecie! Tak jak nasi absolwenci kilkanaście lat temu, którzy odwiedzali zaprzyjaźniony Uniwersytet w Aberystwyth w Walii.

Czy powrót Wielkiej Brytanii do Erasmusa oznacza, że wszystko będzie jak dawniej? Nie. Świat się zmienił, my się zmieniliśmy, Erasmus też. Młodzi ludzie wciąż jednak chcą poznawać świat, a idea współpracy edukacyjnej okazuje się odporna na politykę: decydenci mogą w jednej chwili przeciąć formalne więzi, ale relacje budowane latami nie znikają tak łatwo. Czekają w zawieszeniu na moment, w którym znów będą mogły zakwitnąć – tak jak czekali na nas nasi partnerzy ze szkockich uczelni i szkół.

Być może tamta scena z pokładu samolotu była niezamierzonym symbolem brexitu. Nagłe, chaotyczne wyjście z Europy pozostawiło po sobie zamieszanie i potrzebę uporządkowania spraw. Po chwilowej utracie kontroli nadeszła jednak refleksja i poszukiwanie procedur, które zapewnią ład i rozwój. Taki porządek wraca dziś w edukacji, dzięki czemu znów będą możliwe wspólne brytyjsko-unijne projekty.

Mam nadzieję, że gdy polecę do Edynburga z kolejnym projektem, lądowanie będzie spokojne, a ewentualne nieporozumienia rozwiążemy w trakcie debaty oksfordzkiej.

 

Zainteresował Cię ten tekst?
Przejrzyj pełne wydanie Europy dla Aktywnych 1/2026: